Choć całe życie związany był z tatrzańskimi szczytami, wiadomość o jego śmierci poruszyła serca ludzi gór od Karkonoszy aż po bieszczadzkie połoniny. 1 marca 2026 roku na Niebieską Grań odszedł Andrzej Gąsienica-Józkowy, znany jako „Pinio”. To postać, bez której trudno wyobrazić sobie historię polskiego ratownictwa górskiego.
Wspólny etos, jedna pasja
Andrzej Gąsienica-Józkowy był Instruktorem Ratownictwa Górskiego TOPR, ale jego autorytet wykraczał daleko poza Tatry. W środowisku ratowniczym, również u nas w Bieszczadach, „Pinio” był symbolem profesjonalizmu i niezłomności. Jego 40-letnia służba zawodowa to kronika walki o ludzkie życie w najbardziej ekstremalnych warunkach.
Bohater setek wypraw
Jego dorobek ratowniczy jest wręcz nieprawdopodobny. Statystyki, które pozostawił po sobie, świadczą o gigantycznym doświadczeniu:
-
Brał udział w 463 wyprawach ratunkowych, niosąc pomoc tam, gdzie inni nie byli w stanie dotrzeć.
-
Interweniował w ponad 440 wypadkach na stoku.
-
Jako instruktor ukształtował setki młodych ratowników, przekazując im wiedzę, która do dziś ratuje życie na polskich szlakach.
Za swoje nadzwyczajne zasługi został uhonorowany Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Góry łączą w smutku
Dla społeczności TuBieszczady, odejście ratownika tej klasy to chwila szczególnej refleksji. Granica między Tatrami a Bieszczadami zaciera się, gdy mowa o ratowaniu życia. Wielu ratowników bieszczadzkiej grupy GOPR uczyło się na doświadczeniach, które wypracowywali tacy ludzie jak Andrzej Gąsienica-Józkowy.
„Pinio” pozostanie w pamięci jako człowiek gór, który nigdy nie zawiódł. Jego ostatni meldunek kończy pewną epokę, ale wartości, które wyznawał – odwaga, pokora i braterstwo – pozostaną z nami na zawsze.
Redakcja TuBieszczady składa najszczersze kondolencje Rodzinie oraz Braci Ratowniczej z Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Opracowanie: Redakcja TuBieszczady.pl
Źródło/Foto: Materiały archiwalne TOPR oraz komunikaty własne (stan na 02.03.2026).

